To juz czwarte urodziny…

”Bywa nie raz, ze stajemy w obliczu prawd, dla ktorych brakuje slow”…

Bywa nie raz, ze cios, ktory zadaje nam los, sprawia, ze uginaja nam sie kolana, a pozniej okazuje sie, ze tesknota nie mija i wbrew wszytskim powtarzanym teoriom czas nie leczy ran. Z czasem jest tylko latwiej oddychac… rany pozostaja takie same.

Bywaja takie dni jak ten, w ktorym mysli kieruje w jedna strone, ku niebu…

Do Ciebie…

Bo przeciez tam jestes, istniejesz przeciez…

Sercu tak bliski, zawsze obok mnie, gdy tego potrzebuje. Podajesz mi swoja niewidzialna dlon, pokazujesz mi droge, prowadzisz mnie…

Nie ma znaczenia ile cierpien dane bylo mi przezyc, nigdy nie bede zalowac, ze Ciebie poznalam…

Moj Maly Chlopczyku <3

Dziekuje, ze postawiles na mojej drodze tych paru ludzi, szczegolnie tych ktorych pomoc w najtrudniejszych chwilach byla nieoceniona. To skarb miec taka rodzine, przyjaciol. Tym razem sprawdzilo sie powiedzenie, ktore mowi o tym, ze prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie.

A wreszcie dziekuje, ze postawiles na mojej drodze czlowieka, ktory nadal mojemu zyciu ponowny, prawdziwy sens. To byl dobry wybor!

Wszystkiego najlepszego moj Syneczku,

Twoja Mama.

Opublikowano kolejny miesiąc, przyjaciel, strata dziecka, tęsknota, urodziny, wsparcie | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Dzien, który cieszyc powinien…

Dzien Matki…

Dlugo mnie tu nie bylo. Byc moze nie mialam sil, byc moze chcialam uciec… Wracam tu jednak dzisiaj bo nie potrafie sobie poradzic…

Minelo 21 miesiecy… Zostalam uspiona, zapadlam w letarg. I sama nie wiem, czy lepiej jest spac, czy obudzic sie i zaczac zyc na nowo… 

Dzisiaj moje zycie wyglada zupelnie inaczej. Dzien 14.08.2013 roku wywrocil cale moje dotychczasowe, beztroskie, mlodziencze zycie do gory nogami…

spogladam w lustro…

i co widze? 

Stoje blada, smutna, zmeczona zyciem, z kupa siwych wlosow na glowie…

Gdzie jest Pan Tata?

Odszedl. A mial tu byc juz na zawsze. Nie próbuje nawet myslec, ze to przeze mnie. Okazal sie nie wart milosci, która go darzylam, nie zaslugiwal na Nas… 

Mam tylko poczucie winy, leku i wstydu. Ze moje dziecko patrzy na nas z góry i na to co sie obecnie dzieje w naszym zyciu i sadze, ze jest mu wstyd. Pamietam jak dzis moment szpitala, kiedy nasze dziecko umieralo na mojej piersi, pamietam moment, w ktorym bylismy w tym cierpieniu razem, pogrzeb, jego walke o moje funkcjonowanie.

Mial byc slub… A tymczasem stalismy sie sobie obcy. 

Po smierci Filipka Pan Tata mówil do swojej mamy ”Mamo ja jej nigdy nie zostawie, teraz przejdziemy przez to razem, a pozniej jeszcze bedziemy w jakis sposob szczesliwi…”

I gdzie to szczescie sie pytam ? 

Uciekl sobie od Nas, nie obchodzimy go wcale…

A mi jest tak strasznie przykro i zle… 

Pamietam jak stojac nad Twoim grobem Synku obiecalam Ci, ze co by sie nie dzialo zawsze bedziemy z Twoim tata razem… Nie dotrzymalam slowa…

Ale tak sie nie da byc razem mimo wszystko jesli ktos nie szanuje drugiej osoby az tak. 

Mam nadzieje, ze mu kiedys to wybaczysz. Ze kiedys sie opamieta i nie zmarnuje swojego zycia.

Mnie w tym wszystkim najbardziej boli fakt, ze kiedys bedzie mial on dziecko z inna kobieta. A ja chcialam w Naszych przyszlych dzieciach zobaczyc Ciebie… I nie wiem czy bede potrafila sobie z tym faktem poradzic… Na dzien dzisiejszy nie potrafie. 

Brakuje mi Ciebie Synku, brakuje mi Twojego taty… 

Jaki byl bys dzis? Jak wygladaloby Nasze zycie gdybys byl z Nami? 

Stale szukam na te pytania odpowiedzi…

To jest jak bumerang, który wraca co dzien, wraca mocniej…

Na Dzien Matki chcialabym zebys mi sie przysnil. Choc na jedna krótka chwile…

Felutek jest w szpitalu dla zwierzat… Stan ciezki. Miej go Synku w opiece. Wiesz doskonale ile on dla mnie znaczy. 

Bardzo Cie kocham Filipku<3

Twoja Mama

Opublikowano kolejny miesiąc, strata dziecka | 3 komentarzy

Anielski Roczek Filipka

            Dawno mnie tu nie bylo… Nie potrafilam zebrac sie w sobie by napisac cos sensownego… Bo w sumie ciezko jest odnalezc sens w bezsensie…
No ale dzisiaj nie mogloby mnie tu nie byc…
Pierwsze urodziny…
Bez tortu, bez zdmuchniecia swieczek…. Bez Ciebie…
Wiesz? Zastanawiam sie jak obchodzisz swoje urodziny w niebie…
Bo tu na ziemi synku wszyscy pamietamy…<3
Z reszta sam wiesz bo przeciez widziales swoje prezenty patrzac na nas z gory…
Mnóstwo osob odwiedzilo Twoj grobek…
Ja nie moglam- z reszta sam wiesz…
Kupilam kwiatki dla Ciebie i zapalilam swiatelko…
Caly dzien ciezko mi bylo ogarnac swoje mysli. Tyle lez, tyle wylanych lez…
Wiesz, zastanawiam sie jak dzisiaj wygladasz…
Pewnie juz duzy chlopczyk z Ciebie…
Tak bardzo zaluje, ze nie moge Cie zobaczyc, ze nie moge patrzec na to jak rosniesz, jak sie zmieniasz, jak po prostu jestes… Moge sobie tylko wyobrazic jaki jestes, jaki bys byl…
Jest mi ciezko Synku… Mam nadzieje, ze Tobie nie brakuje mamy…
W koncu jestes przy mnie caly czas, ochraniasz mnie…
Chcialabym zebys mi sie przysnil dzisiejszej nocy.
Chcialabym znalezc w sobie sile by moc zyc tu na ziemi, bez Ciebie.
Jest ciezko, ale pamietaj, ze kocham Cie calym sercem Filipku.
Kiedys sie spotkamy…
Twoja Mama,
Opublikowano strata dziecka, tęsknota, urodziny, wiara, wsparcie | 2 komentarzy

urodzinowe łzy

Urodziny.

Wstałam z uśmiechem na twarzy. To będzie dobry dzień- pomyślałam.

Przyszli Patryka rodzice z kwiatami i życzeniami. W sumie to mogę powiedzieć, że byłam zaskoczona. Pozytywnie zaskoczona. Miła niespodzianka.

Później zjadłam śniadanie, nakarmiłam Felka- królika, a Patryka rodzice wyszli do pracy.

Zostałam sama w domu i się zaczęło…

Mam w głowie obraz zeszłorocznych urodzin i to nie daje mi spokoju. Cudowny obraz. Było ciepło, zielono, radośnie- nie tak jak teraz. Byłam w Polsce i byłam cholernie szczęśliwa. Kilka dni wcześniej poinformowaliśmy rodzinę o tym, że jestem w ciąży. Chociaż wiedziałam od początku kwietnia nie chciałam mówić im tego przez telefon. Wszyscy się cieszyli. Panowała miła atmosfera, ciocia wręcz skakała z radości.

W dniu urodzin przyjechała do mnie ciocia Iwona z małą Blanką i Dagmarą. Dostaliśmy ( ja i Filipek) prezent w postaci albumu ”Moje pierwsze lata”, pieluszkę i skarpetki. Było radośnie. Na wejściu Blanka rzuciła do cioci ”Mamo dawaj prezent dla dzieciaka i idziemy do koni;)”.  ( Obok mojego domu jest stadnina koni, a konie to życiowa pasja Blanki). A później Blanka cały czas chodziła i mówiła , że będzie ciocią…

Wszyscy byli zadowoleni… Chciałabym za wszelką cenę przywrócić tamten czas…

Nie potrafię… bo,

po maju przyszedł czerwiec, później lipiec,

no i sierpień…

najgorszy z możliwych…

sierpień, w którym straciłam wszystko co najważniejsze…

Od zeszłego maja minął ogrom czasu. Czas, który okazał się najgorszym z możliwych.

Pustka…

Jakieś podsumowanie roku?

Po co?… Bilans zysków i strat przeważa ilość strat. Chyba nawet nie potrafię wymienić tych szczęśliwych chwil bo zostały najzwyczajniej przyćmione.

Cholerny los.

Mam 22 lata, a przejścia jakich nie ma niejeden dziewięćdziesięciolatek.

Nikomu nie życzę…

Ale przecież jestem młoda…jeszcze tyle przede mną… tylko kto mi da gwarancję?

Dojrzałam?

Wydaje mi się, że zawsze byłam na swój wiek dojrzała. Teraz mogę tylko powiedzieć, że stałam się starsza i bogatsza- niestety o te złe doświadczenia.

Stałam się lepszym człowiekiem?

Nie sądzę…

To po co to było?

Jaki był w tym sens?

Nie potrafię odnaleźć sensu życia, a co dopiero szukać jakiegokolwiek sensu w Jego śmierci.

Moje dziecko nie żyje.

Poniosłam najgorszą z możliwych strat.

Czy jest coś gorszego w życiu od widoku białej małej trumienki? Trumienki, w której śpi pogrążone w wiecznym śnie Twoje dziecko?

Nie sądzę…

Nie potrafię cieszyć się z tych urodzin. Chyba za dużo przeszłam…

Co za dzień…

Opublikowano bezsens, strata dziecka, tęsknota | Otagowano | 6 komentarzy

przedawkowany egoizm.

- wstyd mi.

Przez prawie 9 miesięcy byłam egoistką. W każdej mojej myśli, w każdym słowie byłam tylko JA sama. Naprawdę wstyd mi.

Cholerna zazdrość, która przecież jest swoistym dzieckiem egoizmu.

Zazdrościłam codziennie, w każdej minucie, sekundzie. Widok dzieci i ich szczęśliwych matek potęgował we mnie to uczucie. Nie znosiłam widoku kobiet w ciąży… co tam… ja nie znosiłam ich samych. Dlaczego? Bo są lub były w ciąży a moje dziecko umarło. Tak nie postępuje normalny człowiek… o nie… przez to wszystko stałam się nienormalna.  Nie potrafiłam nad tym panować. Kończyło się wkurzaniem na wszystko i wszystkich, przepłakaniem całego dnia.  To stało się obsesją.

Patryk musiał przełączyć kanał w TV gdzie w jakimś filmie kobieta była w ciąży, musieliśmy iść w inne miejsce na lotnisku gdzie czekając na jego dziadków stała przed nami kobieta w ciąży, będąc w szkole wychodziłam z zajęć bo nie mogłam patrzeć na koleżanki w ciąży, a jak dowiedziałam się o tym, że jakaś koleżanka jest w ciąży urywałam kontakt- przestawała być moją koleżanką. O nie- nie piszę tu o Aniołkowych Mamach bo ich ciąże są dla mnie wielką nadzieją i to zupełnie inne uczucie, uczucie radości i ogromnej nadziei, że doczekają się swoich pociech. Pisząc płaczę bo nie wiem jak można być takim człowiekiem. Zazdrość zżera w nas nasze dobre uczucia. We mnie chyba już ich nie ma w ogóle. Zazdrość zabija miłość, przyjaźń, relacje z innymi ludźmi. Egoizm, a w jego konsekwencji zazdrość zabija nas od środka. Stajemy się zgorzkniałymi ludźmi.

Nastąpił przełom.

Zrozumiałam wiele spraw. Nigdy nie życzyłam źle żadnej ciężarnej, żadnemu dziecku, ale unikałam ich jak ognia szalenie zazdroszcząc. To złe.

Teraz chcę się pozbyć tego uczucia. Przestaje liczyć się tylko ja i moje uczucia. Muszę wyjść z cienia, w którym trwam od przeklętego sierpnia. Muszę zacząć żyć bez zazdrości, muszę zacząć tolerować kobiety w ciąży i ich dzieci. Pora zacisnąć zęby i zatroszczyć się o własną duszę. Do tej pory byłam zgorzkniała. Taka jaka być nie powinnam. Moje dziecko nie żyje. Jedno jest pewne- czasu nie cofnę choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała. Ale na swojej drodze spotkam jeszcze setki ciężarnych, tysiące dzieci, którym nie mogę i nie mam prawa zabronić być szczęśliwym.  Ten wpis traktuję jako swoisty, nie ważne, że upubliczniony rachunek sumienia… Ważne, że jest. Może kolejnym krokiem stanie się spowiedź przed, którą coś mnie szalenie blokuje. Może stanę się lepszym człowiekiem. Pora otworzyć serce na innych, bo czasu i tak nie cofnę. A z zatrutą zazdrością duszą nie mam zapewne co liczyć na niebo… :) a przecież dalej żyjąc do tego dążę…do spotkania z moim synkiem w niebie.

 

Kocham Cię Filipku. <3 (*)

Opublikowano bezsens, przyjaciel, strata dziecka, wsparcie | Otagowano , , , | 6 komentarzy

brak słów.

8 miesięcy żyłam ze świadomością, że moje dziecko umarło przez niewydolność cieśniowo- szyjkową. Dziewczyny na facebookowym forum, do którego należę poruszyły temat bakterii e-coli. Spojrzałam jeszcze raz, dokładniej na wynik posiewu z pochwy, który miałam wykonywany dzień przed porodem Filipka. I co?

Escherichia coli KB – miano : bardzo liczne.

8 miesięcy, 3 lekarzy…

Każdy z nich spoglądał na ten wynik… Każdy z nich trzymał przez niecałą sekundę i  twierdził, że nie miałam bakterii… „Na pewno?”- pytałam.

Po prostu nie czytali…

Podstępna bakteria, która może wywołać poród przedwczesny…

Wywołała?!

Teraz już sama nie wiem.

Niewydolność cieśniowo- szyjkowa czy bakteria Escherichia coli KB ?!

Jaka była przyczyna?

Zdecydowanie łatwiej było żyć z myślą o samej niewydolności, teraz doszła bakteria.

Co w przypadku kolejnej ciąży?

Szew? Częste wymazy? A może bez szwu?…

Oszaleję.

Nie ufam lekarzom.

Zarówno w Anglii i w Polsce.

Rutyna?

Obojętność?

Muszę zrobić posiew, żeby sprawdzić czy ta bakteria nadal jest. W polskim laboratorium stwierdzili,  że oni nie wykonują posiewów na e -coli w pochwie bo jest to naturalna flora bakteryjna pochwy i tylko niekiedy jakiś jej szczep może zaszkodzić dziecku oraz to, że nie są w stanie oznaczyć mi antybiogramu. Idę do przychodni… Może w ramach NHS mi oznaczą posiew…

;(

nawet nie wiecie jaka jestem zła i bezradna…

Opublikowano strata dziecka | 4 komentarzy

bliżej nieba…

” Zapalam znicz nadziei na jakikolwiek znak- jest mi Ciebie brak,

na pewno widzisz to we łzach, które cisną się na krzyż i kwiaty usłane na ziemi, 

przez Tych co wierzyli, że los cudem się odmieni.

Byli z nami, czekali z modlitwą na ustach,

i choć wydawać się mogło, że ta śmierć była niesłuszna,

że nie powinno być tak, że to rodzic żegna dziecko,

jestem pewny – Bóg obrał dla nas drogę najlepszą?!

Codziennie widzę Ból na Twej twarzy,

nie miałeś nawet sił otworzyć oczu.

Nie mogłeś nas zobaczyć.

Tylko jeden dzień dostałeś od życia w prezencie, 

ten dzień przyniósł Ci tylko cierpienie i nic więcej...

Stoję nad Twym krzyżem i uciekam marzeniami,

pisząc kołysankę której nigdy Ci nie zaśpiewamy…

Nie utulę do snu, bo już usnąłeś Synku…

Odpoczywaj pogrążony w wiecznym spoczynku(…)

(…) Teraz uciekam by skryć się przed Tym światem, 

bo nie sądzę, że potrafią odczuć taką jak ja stratę.

Nie wydaje mi się aby mogli mnie zrozumieć, 

i by byli w stanie osuszyć ten łzawy strumień. 

Nie chcę jeszcze wracać, chcę być tam gdzie Ty.

Chcę mocno Cię przytulić i zdusić w sobie krzyk,

ale wszystko co mogę posmakować w tym miejscu to ta chwila,

ten moment i ból w moim sercu…

I nawet jeśli na zawsze opadłeś ze swych sił

to tu wciąż biją serca, dla których wciąż będziesz żył,

i będziesz tkwił w nich, dopóki znów się nie spotkamy,

więc oczekuj nas upatrując poprzez niebios bramy.

Czuję Twą obecność, opatrzność nad sobą,

nie przestanę tęsknić wbrew wszelkim namowom. 

Wierzę również, że Ty czujesz mnie jakimś sposobem.

Wolę cierpieć codziennie niż zapomnieć Twą osobę…”

Piękna piosenka…

Niestety tak bardzo potrafię się z nią utożsamić…;(

Jestem w stanie napisać tylko, że nie powinno być tak, że to rodzic żegna dziecko…

Tak bardzo mi go brakuje…

Mój malutki Synek(*)

Kocham Cię Filipku i bardzo tęsknię<3 ;(

Opublikowano bezsens, smutna piosenka, tęsknota | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

bez zmartwień przeżyć choć jeden dzień…

Obudziła mnie pewna myśl, pragnienie, marzenie- może niezbyt wygórowane, no ale cóż takich staram się nie miewać ostatnimi czasy. Chciałabym przeżyć choć jeden dzień nie martwiąc się o nic, nie uronić ani jednej łzy, wyłączyć świadomość. Stale myślę, analizuję, zastanawiam się… Za każdym razem kiedy staram się podnieść kolejna myśl ciągnie mnie ku dołowi. Nie chcę tak.Chcę stanąć na nogi, podnieść się i iść dalej…

Coś jednak sprawia, że nie potrafię. 

Co prawda jest jakby inaczej. Moje emocje się wyciszyły. Płaczę ukradkiem jak nikt nie widzi, jak leci smutna piosenka, jak widzę mamy z dziećmi. Ktoś patrzący z boku może nawet pomyśleć, że doszłam do siebie. A ja najzwyczajniej w świecie nie chcę już nikogo obciążać moimi łzami, nie chcę wiecznych pytań brzmiących ‚dlaczego płaczesz?’. Dlatego ukrywam emocję. Tak jest lepiej. I tak nikt nie zrozumie… Kto ma pamiętać, ten będzie pamiętał…

Czy życie rodzica po stracie dziecka będzie jeszcze kiedyś normalne? Bo takie jak było wcześniej na pewno nie.

Zawsze będzie ta pustka…

Zawsze będzie kogoś brakowało…

Czy będę w stanie żyć bez zadawania sobie wiecznych pytań, na które brakuje odpowiedzi? Mam pragnienie przeżyć normalnie jeden dzień, zwykły dzień bez patrzenia w sufit, bez uronienia choćby jednej łzy, bez zawieszania wzroku, dzień ze spokojem duszy. 

To chyba nie jest tak wiele. 

Jesteś bezpieczny synku. Tylko to trzyma mnie przy życiu. 

 

Kocham Cię Filipku (*)

Mama,

Opublikowano bezsens, strata dziecka | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

7 miesięcy tęsknoty…

Minęło siedem miesięcy.

Pustka…

Stałam się aspołeczna. Najlepiej czuję się w towarzystwie dobrze znanych mi osób bądź innych Aniołkowych Mam.  Nie mam ochoty na nawiązywanie bądź utrzymywanie kontaktów, nie mam ochoty na nic…

Codziennie uczę się jak stać się lepszym człowiekiem… Może uczę się, jest zbyt dalekosiężnym stwierdzeniem. Próbuję- brzmi zdecydowanie lepiej.

Boję się żyć. Boję się, bo nie wiem co jeszcze wydarzy się na mojej życiowej drodze… To co najgorsze już się przecież stało… Chciałabym wierzyć, że limit nieszczęść został wyczerpany… Modlę się o to.

Nie ma Go… Nie ma mojego ślicznego Filipka. Mojego synka, który był i jest dla mnie wszystkim. Nie potrafię pogodzić się z tym, że moje dziecko umarło…  JAK ECHO ODBIJA SIĘ TO SŁOWO W MOJEJ GŁOWIE: UMARŁO… Mógł mieć całe życie przed sobą, żył zaledwie dwie godziny. Nie rozumiem tego co się stało… Nie wiem już sama jaką obrać drogę by móc dalej iść… 

Marzy mi się dziecko… Mam w sobie taki instynkt, że o niczym innym nie myślę… Drżę ze strachu myśląc codziennie, czy będzie mi dane zostać ziemską mamą… Chciałabym spróbować, choć bardzo się boję… Nasze plany musimy odłożyć na następny rok. W sierpniu 2015 bierzemy ślub, na razie więc tym się zajmiemy… Nie możemy planować wszystkiego na raz. Poza tym chyba boję się jakiegokolwiek planowania… Planowałam ciąże z Filipem, mieliśmy tyle planów i marzeń co do wynajęcia mieszkania, planowaliśmy gdzie odbędzie się chrzest, kupowaliśmy ubranka… Tylko po co to wszystko? Jaki jest sens planować? Snułam wielkie plany i co mi to dało? W ciągu zaledwie dnia wszystkie te plany rozmyły się w drobny mak…

Utracone marzenia…

Wieczna tęsknota.

Dlatego nigdy nie odważę się chyba planować. Żyję tym co jest tu i teraz. Los szybko pokazał mi moje miejsce w szeregu. Nie potrafię już mieć nadziei i marzeń.

Trudne to strasznie. 

Nie potrafię nie zazdrościć innym mamom beztroskiego macierzyństwa. Widok śmiejącego się do mnie dziecka doprowadza mnie do łez. Chyba się nawet boję…Unikam sytuacji gdzie mogę spotkać szczęśliwe mamy z dzieckiem… Odwracam wzrok gdy widzę wózek, który chciałam kupić dla Filipka…  To zbyt trudne… Nie potrafię o tym nie myśleć. 

To bardzo złe. Zazdrość jest zła. Nigdy taka nie byłam…

Jest mi wstyd.

Tymczasem w naszym domu pojawiła się odrobina radości. Kupiliśmy 8 tygodniowego króliczka. Przed ciążą z Filipkiem myślałam o króliku, jednak ciąża była dla mnie ważniejsza. Poźniej jak się już okazało, że jestem w ciąży stwierdziłam, że królik i małe dziecko to niezbyt dobry pomysł. Teraz jest. Mały Felek. Wniósł tyle radości i ciepła w nasz dom. Mamy się kim opiekować. Jest uroczy i bardzo mądry. Jest takim naszym czasoumilaczem. No i kochamy go strasznie.

 

Kochamy Cię bardzo Filipku;*(*)

Opublikowano bezsens, kolejny miesiąc, przyjaciel, strata dziecka, tęsknota | 3 komentarzy

z prochu powstałeś, w proch się obrócisz…

Środa popielcowa.
Poszłam do kościoła mimo tego, że moje relacje z Bogiem w ostatnich tygodniach nie były zbyt specjalne…
Wiele razy w ostatnich dniach wypowiadałam, a wręcz wykrzykiwałam słowa, że Boga nie ma, że gdyby istniał nie pozwoliłby na to wszystko co się dzieje, na tą cholerną sprawiedliwość, która nas otacza no i na to, że moje dziecko umarło.
Chodząc na cmentarz do Filipka, w tych ostatnich dniach nie wypowiadałam modlitwy, po prostu opowiadałam mu jak mu minął dzień, mówiłam co czuję. Przechodząc obok kościoła odwracałam głowę… Myślałam „za co, no za jakie grzechy moje dziecko umarło…?”.
Sama nie wiem dlaczego, ale poszłam do kościoła, usiadłam w ławce i pomyślałam patrząc na księdza „no co Ty mi dzisiaj ciekawego powiesz”…Od pierwszych słów księdza rosło we mnie jakieś dziwne napięcie, miałam wrażenie, że się nakręcałam. Mówił o tym, że Bóg jest miłosierny, dobry, łaskawy, o tym, że spadają na nas różne cierpienia bo nie potrafimy rozmawiać z Bogiem. Cóż może i tak jest, jednak ja nie potrafię najzwyczajniej dostrzec jego miłosierdzia w tym co mnie spotkało… Wiele razy słyszałam stwierdzenie, że Bóg daje nam taki krzyż jaki jesteśmy w stanie udźwignąć… ale do cholery jasnej tym razem nie musiał być, aż taki hojny… nie potrafię dźwignąć tego krzyża i iść…mam wrażenie, że nawet nie zarzuciłam go na plecy…
Mimo moich krzyków, lamentów i żali nie mogę wyprzeć się wiary, chociaż czasami mój gniew na Boga przekracza wszelkie granice, nie mogę wyprzeć się tego, że wierzę. Bo tak nie jest. Staram się pogodzić z tym, zarzucić ten krzyż na plecy i iść… Ale są dni, że nie potrafię zrobić nic… Kompletnie nic…

Ksiądz tym razem mówił z sensem. Chłonęłam każde jego słowo.
Kątem oka spoglądałam tylko na miejsce przed ołtarzem, gdzie stała biała trumna.
Trumienka… tak mała, a w niej mój malutki Synek, tak bardzo kochany i tak bardzo wyczekiwany.
Moja największa miłość, nasz cały świat.
Zatrzymałam wzrok.
W pewnym momencie wyłączyłam myślenie… Nie słuchałam już dalej.
Patrzyłam tylko w to miejsce, gdzie stała trumienka.

Nadszedł czas, gdzie ludzie zaczęli podchodzić do ołtarza, żeby ich głowy zostały posypane popiołem.
Podeszłam…
Ksiądz posypując moją głowę popiołem wypowiedział słowa „PAMIĘTAJ, Z PROCHU POWSTAŁEŚ, W PROCH SIĘ OBRÓCISZ”, odchodząc od ołtarza szłam po omacku, tak jakbym nie kontaktowała całkowicie, jakbym szła we śnie… Usiadłam i powtarzałam jak mantrę w myślach słowa wypowiedziane przez księdza:
„PAMIĘTAJ, Z PROCHU POWSTAŁEŚ, W PROCH SIĘ OBRÓCISZ”,
„PAMIĘTAJ, Z PROCHU POWSTAŁEŚ, W PROCH SIĘ OBRÓCISZ”,
„PAMIĘTAJ, Z PROCHU POWSTAŁEŚ, W PROCH SIĘ OBRÓCISZ”,

Słowa, których przecież wydźwięk noszę ze sobą od blisko siedmiu miesięcy…
Bo nie ma dnia żebym nie myślała o śmierci…
Nie ma dnia żebym się nad tym nie zastanawiała…
Nie ma dnia żebym nie myślała o moim dziecku, za którym tak bardzo, bardzo tęsknię…
Dziecku, które miało całe życie przed sobą…
Dziecku, które nie poznało nawet dobrze swoich rodziców, dziadków…

Chciałabym podać rękę Bogu na zgodę, powiedzieć mu że akceptuję jego wolę…
Chciałabym znaleźć w sobie siłę, żeby móc powiedzieć mu, że się nie gniewam…
Na dzień dzisiejszy proszę Go tylko o zdrowie, siłę i o opiekę nad Filipkiem.
No i czasem proszę, żeby ktoś zaśpiewał Mu kołysankę…

(*)

Opublikowano kościół, smutna piosenka, strata dziecka, tęsknota, wiara | Skomentuj