przedawkowany egoizm.

- wstyd mi.

Przez prawie 9 miesięcy byłam egoistką. W każdej mojej myśli, w każdym słowie byłam tylko JA sama. Naprawdę wstyd mi.

Cholerna zazdrość, która przecież jest swoistym dzieckiem egoizmu.

Zazdrościłam codziennie, w każdej minucie, sekundzie. Widok dzieci i ich szczęśliwych matek potęgował we mnie to uczucie. Nie znosiłam widoku kobiet w ciąży… co tam… ja nie znosiłam ich samych. Dlaczego? Bo są lub były w ciąży a moje dziecko umarło. Tak nie postępuje normalny człowiek… o nie… przez to wszystko stałam się nienormalna.  Nie potrafiłam nad tym panować. Kończyło się wkurzaniem na wszystko i wszystkich, przepłakaniem całego dnia.  To stało się obsesją.

Patryk musiał przełączyć kanał w TV gdzie w jakimś filmie kobieta była w ciąży, musieliśmy iść w inne miejsce na lotnisku gdzie czekając na jego dziadków stała przed nami kobieta w ciąży, będąc w szkole wychodziłam z zajęć bo nie mogłam patrzeć na koleżanki w ciąży, a jak dowiedziałam się o tym, że jakaś koleżanka jest w ciąży urywałam kontakt- przestawała być moją koleżanką. O nie- nie piszę tu o Aniołkowych Mamach bo ich ciąże są dla mnie wielką nadzieją i to zupełnie inne uczucie, uczucie radości i ogromnej nadziei, że doczekają się swoich pociech. Pisząc płaczę bo nie wiem jak można być takim człowiekiem. Zazdrość zżera w nas nasze dobre uczucia. We mnie chyba już ich nie ma w ogóle. Zazdrość zabija miłość, przyjaźń, relacje z innymi ludźmi. Egoizm, a w jego konsekwencji zazdrość zabija nas od środka. Stajemy się zgorzkniałymi ludźmi.

Nastąpił przełom.

Zrozumiałam wiele spraw. Nigdy nie życzyłam źle żadnej ciężarnej, żadnemu dziecku, ale unikałam ich jak ognia szalenie zazdroszcząc. To złe.

Teraz chcę się pozbyć tego uczucia. Przestaje liczyć się tylko ja i moje uczucia. Muszę wyjść z cienia, w którym trwam od przeklętego sierpnia. Muszę zacząć żyć bez zazdrości, muszę zacząć tolerować kobiety w ciąży i ich dzieci. Pora zacisnąć zęby i zatroszczyć się o własną duszę. Do tej pory byłam zgorzkniała. Taka jaka być nie powinnam. Moje dziecko nie żyje. Jedno jest pewne- czasu nie cofnę choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała. Ale na swojej drodze spotkam jeszcze setki ciężarnych, tysiące dzieci, którym nie mogę i nie mam prawa zabronić być szczęśliwym.  Ten wpis traktuję jako swoisty, nie ważne, że upubliczniony rachunek sumienia… Ważne, że jest. Może kolejnym krokiem stanie się spowiedź przed, którą coś mnie szalenie blokuje. Może stanę się lepszym człowiekiem. Pora otworzyć serce na innych, bo czasu i tak nie cofnę. A z zatrutą zazdrością duszą nie mam zapewne co liczyć na niebo… :) a przecież dalej żyjąc do tego dążę…do spotkania z moim synkiem w niebie.

 

Kocham Cię Filipku. <3 (*)

Ten wpis został opublikowany w kategorii bezsens, przyjaciel, strata dziecka, wsparcie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „przedawkowany egoizm.

  1. ~synke pisze:

    hmmm… podziwiam postawę.
    właściwie to co to znaczy ‚normalny człowiek’? wg mnie normalny człowiek bywa czasem zdrowy, czasem chory. po śmierci bliskiej osoby ma chorą, obolałą psychikę, a jak się ona leczy, to już jest indywidualne. wg mnie nie byłoby normalne, gdybyś nad śmiercią synka przeszła obojętnie. myślę, że te wg Ciebie ‚złe’ uczucia to sposób samoleczenia się psychiki.
    ja nienawidziłam, kapała ze mnie nienawiść na samą myśl o niemowlakach, reklamy w tv, widok ciuszków na wystawach, cokolwiek związane z niemowlakami czy ciążą wywoływały u mnie złość, a często furię. potem byłam już w ciąży, wielki brzuch przede mną torował mi drogę, a na widok innej ciężarnej nadal odczuwałam ogromną zawiść, no bo ona „na pewno nie przeżyła i nie przeżyje takiego cierpienia jak ja”. z jednej strony nie czułam się z tym dobrze, z drugiej nie chciało mi się tych myśli opanowywać. aż w końcu któraś z osieroconych matek na dlaczego.org.pl napisała, że od nienawiści, nawet złowrogich życzeń w myślach daleko do czynów, i właśnie jest to sposób samoleczenia psychiki. wtedy pozwoliłam sobie myśleć, co mi się żywnie podoba bez wyrzutów sumienia. z czasem przestałam przechodzić na drugą stronę na widok wózków, byłam w stanie przejść koło nich i skupić się na wyprowadzanym przeze mnie psie itp. było coraz lepiej. teraz nie jest idealnie. są dzieci w wieku mojego pierwszego zmarłego synka, które akceptuję, są i takie, na które patrzę z niechęcią, ale to już jest związane raczej z relacjami z ich rodzicami, jak się zachowali po śmierci, jak mi się kojarzą itp. dzieci w wieku mojego drugiego zmarłego synka ignoruję, ale nie szaleję. i też jest to zależne od relacji z ich rodzicami. jeśli nie było kondolencji, to jest źle.
    proszę, nie myśl o sobie negatywnie, nie jesteś zła, jesteś rozżalona, co jest jak najbardziej uzasadnione
    i pozwól sobie na przeżycie żałoby w swoim tempie. jesteś to winna sobie i swoim bliskim, niedoleczona choroba miewa powikłania…
    nie piszę, abyś nienawidziła ciężarne, absolutnie nie. proszę tylko, abyś niczego nie przyspieszała na siłę, uspokojenie tych myśli przyjdzie samo.
    pozdrawiam

    • nataliajoniak pisze:

      Dziękuję Ci bardzo za każdy Twój komentarz bo dodaje mi za każdym razem sił. Tak bardzo pomaga.
      Wiesz tu chodzi o to, że zaczęłam tryskać jadem. Zerwałam znajomości, ograniczyłam kontakty do minimum. Przecież nie mogę zabronić ludziom mieć dzieci. Nie mogliśmy oglądać nawet swobodnie telewizji bo albo na widok dziecka wychodziłam z pokoju, albo mój partner zmieniał kanał. Strasznie irytowało mnie to jak mówił mi, że jego koledze urodziła się córeczka. Wtedy dziwiłam się jak on może mówić o czyimś dziecku skoro jego syn nie żyje. Teraz wiem, że każdy przechodzi żałobę inaczej. W moim przypadku ta złość i wrogość była skierowana do całego świata. Nie mogę tak żyć, bo zatruwam siebie samą, relacje z moim partnerem, rodziną, znajomymi.
      Oczywiście tak jak i Ty przywiązuję do tego wagę jak ludzie zachowywali się po śmierci Filipka. I tez bardzo ważne jest dla mnie to kim BYŁ i JEST dla nich teraz. Bo jak moja koleżanka mówi mi, że była na jego grobie i że jest piękny stroiczek wielkanocny na pomniczku to łzy same mi płyną… Bo wiem, że dla niej on i ja jesteśmy bardzo ważni. Są też tacy, którzy na przykład deklarowali się, że będą chrzestnymi a będąc przy okazji nie mieli czasu zajść na cmentarz…
      Moze to śmieszne i absurdalne ale śmierć Fifiego pozwoliła mi zweryfikować dla kogo to co się u mnie dzieje ma znaczenie…
      Pozdrawiam i zapalam światełka dla naszych maluszków (*)(*)(*)

  2. ~gemini pisze:

    Natalio to bardzo wartościowy i szczery wpis
    Jesteś wspaniałym człowiekiem
    bo do wszystkiego trzeba dojrzeć…
    Ty dojrzałaś
    ściskam mocno dla Filipka(*)(*)(*)

    • nataliajoniak pisze:

      Gemi ja chyba nie miałam siły już tak dalej żyć.
      Moje życie było zatrute zazdrością.
      Widząc matkę z dzieciątkiem miałam ochotę ukraść jej dziecko u uciec.
      I te ciągłe pretensje i staszna zawiść ,,…bo ona ma, a ja nie”
      Dojrzałam, chyba dojrzałam do tego, że to było dla mnie przeznaczone… chociaż pisząc to sama nie wiem czy chcę tak myśleć, wierzyć w to.
      Jest ciężko, ale starając się nie zazdrościć zdecydowanie łatwiej jest żyć.
      Pozdrawiam i zapalam światełko dla Otysi(*)

  3. ~ewa pisze:

    Mam to samo. Ja mojego Kubusia straciłam dokładnie rok póżniej -15.08 14 r. Minęło juz troche czasu, a ja nadal rycze. Zszdroszcze kobietom w ciąży i tym z dziećmi. Ostatnio jedna kobieta powiedziała mi, że mam mu pozwolić odejść.A nie stale rycze. Ale ja nie mogę.

    • nataliajoniak pisze:

      Wiem jak jest Ci ciezko, wiem tez co czujesz. u nas minely juz 4 lata. Bylam w bardzo zlym stanie psychicznym… Pewnego dnia stwierdzilam, ze musze zaczac zyc bo inaczej odbije sie to na moim zdrowiu. Mysle, ze pozwolilam Mu odejsc. To troche pomoglo. Jednak tesknota nigdy nie minie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>