z innej beczki… czyli wstrząsające bardzo.

Trafiłam w internecie na film o kobietach w Auschwitz. Jest wstrząsający…

Zwróćcie uwagę na minutę 22′, w której jedna z więzniarek obozu opowiada o swoim zmarłym dziecku. Mimo upływu lat matka stale opłakuje swoje zmarłe dziecko. Minęły dziesiątki lat… A ból nigdy nie minął. Bo chyba nie może minąć…

Nigdy.

 

Opublikowano strata dziecka | 2 komentarzy

dzisiejsza rocznica.

Dzisiaj obchodzimy z tatą Filipka 5 rocznicę od kąd jesteśmy razem. Dla jednych to długo, dla innych mało… Jednak mamy za sobą przejścia jakich nie miało nie jedno małżeństwo z kilkudziesięcioletnim starzem. Nie jesteśmy w zupełności zgodną parą, o nie. Były między nami mniejsze i większe zgrzyty. Jednak zawsze dążyliśmy do porozumienia, zawsze pamiętaliśmy o sobie. Śmierć Filipka była dla nas okropnym sprawdzianem, przeżyliśmy coś, co nigdy nie powinno mieć miesjca w naszym życiu. Jednak stało się… coś czego nigdy by nikt nie przewidział. Sprawdzian trwa nadal i mam ogromną nadzieję, że uda nam się go przejść… Satysfakcji nie będzie… Będzie zapewnienie, że to co jest między nami jest prawdziwe. Nie wyobrażam sobie życia bez Patryka. Jest wszystkim co mam  najcenniejsze. Chciałabym żebyśmy byli zawsze dla siebie, ja dla niego, on dla mnie. Żebyśmy już zawsze stanowili jedność niezależnie od tego jakie niespodzianki szykuje nam życie…

Chciałabym żebyśmy byli…

 

„A Gdyby powiedzieć dzisiaj stop
A Gdyby zrobić mały krok
Czas zmienić coś, na nowo zacząć żyć”

Opublikowano strata dziecka | Skomentuj

półroczna tęsknota…

Czternastka. Najchętniej wykreśliłabym tą datę z kalendarza. Jest jednak zbyt ważną datą bym mogła to zrobić.

Pół roku…

Wstałam rano, spojrzałam przez okno, popłynęły łzy. Stwierdziałam, że muszę zrobić jakąś wiązaneczkę własnoręcznie. Ubrałam się, ogarnęłam włosy i twarz, wsiadłam w samochód i pojechałam do kwiaciarni. Nie lubię sztucznych kwiatów, ale przy obecnej pogodzie i temperaturze na zewnątrz kupno żywych kwiatków byłoby szaleństwem. Kupiłam ozdoby, kwiatki i podkład florystyczny i zrobiłam wiązankę. Przyczepiając kwiatki na drucikach do wiązanki spojrzałam w lustro. Trzymałam ją- wiązankę, tak jakbym trzymała małe dziecko… Co za przekęta rzeczywistość. Zamiast kupować dziecku zabawki, robię wiązanki na grób- pomyślałam.

Stałam tak i patrzyłam na siebie. Zmieniłam się, mam wrażenie, że stałam się o kilka lat starsza. Nie wspomnę już o siwych włosach, które masowo pojawiły się na mojej głowie. Ja jestem inna, wszystko dokoła jest inne. Stałam tak i patrzyłam na swoją twarz tak jakbym po raz pierwszy widziała swoje odbicie w lustrze. Strata dziecka zmienia nie tylko wnętrze- zmienia nas całych. Śmierć Filipka wywróciła, nasze życie do góry nogami. Nie jesteśmy tymi samymi osobami. Nigdy już nimi nie będziemy.

Przyjechał Patryk. Idziemy na cmentarz.

 

 

Filipku- tęsknię;( (*)

Opublikowano bezsens, kolejny miesiąc, strata dziecka, tęsknota | 3 komentarzy

jedyne takie miejsce na ziemii…

Jesteśmy w Polsce. Zrobiliśmy niespodziankę rodzicom. Nikt nic nie wiedział, że przylatujemy. Rodzice nie kryli wzruszenia. Moja mama jak nas zobaczyła popłakała się. Tak naprawdę marzyłam o tym żeby ich uszczęśliwić w jakiś sposób chociaż na chwilę.
Jestem tu gdzie jestem, w moim rodzinnym domu i tak naprawdę czuję, że to jest jedyne miejsce na ziemi gdzie czuję się dobrze. Wyjątkowo dobrze.
Mając 16 lat wyprowadziłam się z domu, ponieważ uczęszczałam do liceum oddalonego od mojego domu o 60 km. Mieszkałam w internacie, później na stancji. Uwielbiam tu być, nigdzie nie czuję się tak dobrze, tak wyjątkowo. Od 6 lat widujemy się z rodzicami w biegu. Na początku szkoła, prace sezonowe na wakacje, później studia, przerwanie pierwszego roku i wyjazd do Londynu do Patryka, zaczęcie szkoły na nowo, praca… Stale za sobą tęsknimy, stale ze sobą rozmawiamy przez telefon. Ale to nie to samo co obecność.
Tak naprawdę moi rodzice przechodzili śmierć Filipa razem z Nami. Byli w szpitalu, widzieli Go, głaskali, byli podczas gdy odchodził, a po jego śmierci płakali razem z Nami. I tak naprawdę dziękuję Bogu za każdy uśmiech, który gości na ich twarzach bo wiem, że w ostatnich miesiącach wiele przeszli. Także niezapowiedziany przyjazd był strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Co roku w Naszej miejscowości jest organizowany bal karnawałowy sołecki, na który moi rodzice jako rozrywkowi ludzie uwielbiali chodzić. Jest w tą sobotę. Powiedzieli mi, że nigdzie nie idą. A na pytanie dlaczego usłyszałam odpowiedź, że mają żałobę po swoim wnuku, że nie chcą iść w tym roku, że to nie jest odpowiedni moment. Powiedziałam, że przecież mogliby pójść, że nic by się nie stało. Ale mama wtrąciła, że nie ma mowy. Zostają w domu i koniec. I wiecie co? Zrobiło się lżej na sercu. Pamięć innych o moim dziecku jest dla mnie bardzo ważna.

Byłam też u mojej kochanej pięcioletniej kuzynki Blanki. Narysowała mi piękny rysunek, a później stwierdziła, że musi mi poprawić humor, wyciągnęła swój prowizoryczny mikrofon w postaci pilota od telewizora, włączyła piosenkę i zaczęła śpiewać zaczynając od słów dedykacji ,, Dla Ciebie, ode mnie żebyś miała uśmiech”:

Jest śliczna. Można powiedzieć, że moja Blanka trafiła w sedno.
Kocham moją Blaneczkę z całych sił.

Wracając do domu zajechałam na cmentarz choć było strasznie ciemno… Stałam tak wpatrzona w grób Filipka, a po twarzy płynęły mi łzy. Było tak ciemno i cicho… Przerażająco. Ta przerażająca cisza wytrąciła mnie z równowagi. Do takiego stopnia, że w pewnym momencie poczułam, że muszę jak najszybciej stąd iść. Pożegnałam się z Filipkiem i babcią na dobranoc i wyszłam. Na do widzenia poprosiłam babcię tak jak z resztą za każdym razem, żeby zaopiekowała się moim maluszkiem w niebie…
Myślę, że opiekuje się Nim najlepiej jak tylko potrafi.
Tęsknie za Nimi.
Za babcią już od 14 lat, za Filipkiem od prawie 6 miesięcy.
Niesprawiedliwe to wszystko.
Strasznie niesprawiedliwe.
Po prostu tęsknię.

Opublikowano bezsens, smutna piosenka, strata dziecka, tęsknota | 1 komentarz

„Jak tam, urodziłaś?”

Byłam w szkole, w  której nie byłam od poprzedniej sesji. Studiuję w systemie e-learning także nie mam potrzeby jeździć na zjazdy ponieważ wszystkie ćwiczenia i treści programowe mam na platformie, a poza tym nie miałam na to najmniejszej ochoty. Prawda jest taka, że się bałam… Bałam się, że usłyszę pytanie o dziecko…

No i padło… Nawet kilka…

Dziewczyna, która do nas dołączyła i siedziała koło mnie na egzaminach zobaczyła tatuaż i zapytała:

M: Ile synek ma lat?

Ja: Pół roku w lutym…- nie zdąrzyłam dokończyć.

M: A to pewnie już siedzi?

Ja: Nie żyje. W lutym minie pół roku…

M:cisza…

 

Kolejna rozmowa:

S: O cześć jak tam urodziłaś? Chłopiec, dziewczynka?

Ja: Chłopiec, nie żyje…

S: Powtarza pytanie. Jak tam urodziłaś?

Ja: Nie żyje…

S: cisza…

S: Przepraszam.

Ja: Nie przejmuj się skąd mogłaś wiedzieć.

 

I tak właśnie minął mi dzień w szkole.

Co czwarta dziewczyna w grupie w ciąży…

Jedna rodzi lada dzień, u następnej początki, ten zostanie tatą, ta wychodzi karmić na przerwach, ta opowiada, że ma problemy z pokarmem…

Biegają małe dzieci po korytarzach, które czekają z tatusiami na swoje mamy…

A moje dziecko nie żyje…

Kurwa!

Czuję się taka gorsza…

Czuję się tak źle…

I jak do cholery jasnej mam nie zazdrościć? 

No jak?

 

Po 6 godzinach wyszłam ze szkoły i zadzwoniłam do mamy.
Opowiedziałam jej wszystko co się działo, to co czuję…
Płakałam.
Powiedziała mi „Zobaczysz jeszcze Ty też będziesz miała żywe dziecko”.
Tylko jak mam w to wierzyć?
No jak?

Kurwa…

Nie potrafię powstrzymać łez…

 

Tak bardzo chciałabym żebyś żył Synku(*)

Kocham Cię. 

 

Opublikowano bezsens, ludzkie gadanie, przyjaciel, strata dziecka, tęsknota, wsparcie | 1 komentarz

”i co to zmieni?”

P.:”Dlaczego płaczesz?”
Ja:”Wiesz przecież.”
P.:”Nie płacz Nati. Już za tydzień będziemy w Polsce i odwiedzimy naszego Bąbelka.”
Ja.: „No i powiedz mi co to zmieni? Co zmieni to, że pójdziemy na cmentarz?”
P.: „Nic. Twój płacz też nic nie zmieni.”

Jak echo… To nic nie zmieni…

Gdybym tylko była w stanie zmienić cokolwiek. Cokolwiek…

Gdybym miała jedno, jedyne życzenie do złotej rybki poprosiłabym ją o wrócenie życia mojemu dziecku.

Problem w tym, że złote rybki spełniające ludzkie życzenia nie istnieją.

Problem w tym, że nic i nikt nie jest w stanie wrócić życia mojemu dziecku.

 

To, że żyję, że jestem tu, że potrafię rozmawiać, czasem się uśmiechać świadczy tylko i wyłącznie o mojej sile. Pamiętam, że tuląc mojego umierającego synka prosiłam Boga żebym mogła umrzeć razem z nim. Tak było. Z biegiem czasu chciałabym go prosić jednak o siłę i wiarę, która jest mi potrzebna by dalej iść… Bo strasznie mi tego brakuje. Nigdy nie zapomnę. Filip był, jest i będzie zawsze częścią mnie. Zdecydowanie tą większą częścią. Chciałabym przeżyć chodź jeden dzień bez łez Boże. Nie potrafię nie mieć do Ciebie pretensji. Sam wiesz… Wystarczy, że włączę telewizor, że usłyszę o jakiejś pseudo matce, na dodatek pijanej matce, która urodziła pijane dziecko… Praktycznie codziennie w tym wirtualnym świecie poznaję Aniołkowe Mamy. Tak często słyszę o ich bólu, cierpieniu, tęsknocie. Wytłumacz mi miłosierny Boże dlaczego cierpienie spada, na osoby które tak bardzo na nie nie zasługują? A taka Pani może się nachlać w ciąży i zapewne robiła to nie jednokrotnie, ale jej dziecko żyje. Nie żebym życzyła jakieś matce straty dziecka. Zapewne maluszek i tak nie będzie miał łatwego życia, biorąc pod uwagę taki start. Chiałabym tylko żeby istniała jakaś cholerna sprawiedliwość. Tak, wiem przecież, że nie masz wpływu na ludzkie grzechy…

I wiesz może nie jestem święta, ale wiem jedno, że nigdy świadomie nie naraziłabym swojego dziecka na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, nigdy nie pozwoliłabym mu żeby cierpiał, oddałabym mu wszystko co mam…Gdybym tylko mogła. Tymczasem moje dziecko jest w niebie…

a ja jak mantrę powtarzam pytanie ”dlaczego?”…

Filpku(*)<3!

Opublikowano bezsens, ludzkie gadanie, strata dziecka, tęsknota, wiara | Otagowano , | 1 komentarz

Po szklistych oczach je poznasz…

„Po szklistych oczach je poznasz,
po chwiejnym głosie,
po marzeniach w pył obróconych,
sercu na pół złamanym
i ramionach rozpaczliwie pustych.

Po kołysankach nigdy nie wyśpiewanych,
po nocach nieprzespanych,

po imionach nie nadanych
i łzach w ukryciu wylanych.
Po smutku lepiej lub gorzej skrywanym.

Po tym wszystkim poznasz Aniołkowe Mamy.”

    Moja przeklęta bezsenność kolejny raz nie dawała mi zasnąć. Stało się już porządkiem dnia codziennego, że zasypiam około 5 nad ranem… Tak bardzo mnie to męczy. Włączyłam telewizor około 3 w nocy. Trafiłam na powtórkę programu ‚Uwaga”. Akurat na odcinek poświęcony śmierci bliźniąt we Włocławku… Widziałam przemawiających przez łzy rodziców, widziałam to co się tam działo… Poleciały łzy… Za każdym razem, gdy dowiaduję się, że ktoś stracił dziecko przeszywają mnie ciarki. Budzi się we mnie głos sprzeciwu i niechęć do otaczającego nas świata… Dla mnie to jakaś paranoja. Nie jestem lekarzem jednak mam prawo twierdzić, że to co się tam dzieje woła o pomstę do nieba. Do jasnej cholery dlaczego lekarze znając setki przypadków, w których umierają dzieci bo ktoś czegoś nie zrobił na czas mają prawo ryzykować życie kolejnych maluchów? Czy wobec zagrożenia życia tak ciężko jest im zrobić tą cholerną cesarkę? Dlaczego ktoś tak bardzo ryzykuje? Dlaczego giną jakieś dokumenty, zapisy badań? ( Tu akurat wiadomo, że ktoś chce umyć rączki). Dlaczego szpitale budzą strach w oczach pacjentów?  Przecież nie po to one są… Dlaczego pacjent, który płaci za wizytę prywatną jest lepiej traktowany od tego, który idzie na wizytę z NFZ? To wszystko jest takie popieprzone… To nie jest tak,  że narzekam na Polskę, bo akurat w kraju w którym żyję jest chyba jeszcze gorzej pod względem służby zdrowia. W tym wszystkim chodzi mi jedynie o to, że lekarze są od tego aby ratować życie, a nie odbierać… No ale dla nich to tylko statystyki, natura, fizjologia i kilka innych określeń, które dla matki, która straciła dziecko są mało racjonalne i pocieszające. 

Z całego serca współczuję rodzicom bliźniąt z Włocławka oraz wszystkim rodzicom zmarłych dzieci…

(*)(*)(*)

Filipku-tęsknię…(*)

Opublikowano strata dziecka | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

„Peron”

”Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I urodzimy się w pył,
Nic nie znaczące to coś,
I najważniejsze to nic,
Widziałem dzisiaj Twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty
Dlatego…

Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań, poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to My,
Zostań, potrzebuję Cię tu,
To co w sobie mam, nie chce się dzielić na pół,
Zostań, poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty

Każdy dzień przypomina mi to,
Jesteś pośrodku mej głowy jak echo,
Pogubiliśmy gdzieś kod,
Potem pomyliliśmy peron,
Biegnę do Ciebie,
Jak sprawne wojsko pokonuję próg,
Gapie się w gwiazdy na niebie,
Tak jakbym wiedział, że nie czekasz już…”

Jest taka piękna, wyraża tyle uczuć…

Nic nie znaczące to coś…

Pieprzona rzeczywistość…

Opublikowano strata dziecka | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Gdy umiera dziecko…

Nie ma większej tragedii, niż ta która dotyka rodziców którzy stracili dziecko. Owszem, każda śmierć bliskiej osoby wywraca nasz świat do góry nogami, wpędza nas w nostalgię i smutek, daje wiele powodów do zastanawiania się nad sensem tego świata, a wreszcie skłania nas do refleksji na temat życia po śmierci. Ale widok białej trumny jest widokiem, którego żadne z Nas- rodziców po stracie nie jest w stanie zapomnieć, zrozumieć, czy też zaakceptować. Śmierć dziecka jest zawsze niewątpliwie okrutnym ciosem dla rodziców, bo najzwyczajniej burzy naturalny porządek rzeczy, naturalną ich kolej. Bo przecież nie tak miało być… Zwyczajnie nie tak…

Ból po śmierci dziecka paraliżuje życie rodzica, zawłada jego każdą częścią. Nic nie jest już i nigdy nie będzie takie jak dawniej. Jako rodzic zmarłego dziecka doświadczam codziennie innych, różnych, czasem skrajnych emocji. Są dni kiedy nie wychodzę z pokoju(no może poza wyjściem do toalety), są też dni kiedy nie mam najzwyczajniej ochoty na spotkania ze znajomymi bo moje cierpienie ich razi. Jestem osobą, która nie kryje potrzeby rozmowy gdy coś się dzieje nie tak. Są osoby w moim życiu, którym tak wiele zawdzięczam i dzięki którym potrafiłam chodź trochę odnaleźć się w tym wszystkim. Są to osoby, które używają w prost imienia mojego dziecka. Mówiąc o Nim wypowiadają jego imię i chyba to jest jedynym lekarstwem dla mojej duszy. Są też osoby, którym przez gardło nie jest w stanie przejść jego imię. Wolą o Nim nie rozmawiać. Bo to dla nich za trudne. Jednocześnie chcą być blisko mnie i gadać o zwyczajnych pierdołach, które niewiele mnie obchodzą. To nie jest tak, że chcę żeby ludzie stale mówili o Nim, żebym tylko mogła poczuć się lepiej. Chcę tylko być sobą i nie udawać. Chcę płakać kiedy mam na to ochotę i uśmiechać się kiedy tylko jestem w stanie. Tak wiele ludzi zawiodło… Mam wrażenie, że większość boi się mojej reakcji, konfrontacji ze mną. A ja zwyczajnie nie jestem  osobą, która mogłaby udawać, że nic się nie stało. Robienie ‚dobrej miny do złej gry’ nie jest w moim stylu. Nie potrafię cierpieć w ciszy, nie potrafię zamknąć rozdziału mojego życia jakim była ciąża i jej okrutne, pełne łez, żalu i tęsknoty zakończenie. Ten rozdział już na zawsze pozostanie otwarty. Bo nie da się go zamknąć, nie da się zapomnieć, nie da się przestać tęsknić. Sformułowanie, że niejaki ‚czas’ leczy rany jest w tym przypadku mało pomocne, a już w szczególności dla rodzica, który stracił dziecko bo przecież w jego przypadku ta rana już na zawsze pozostanie otwarta. Prawda jest taka, że cierpienie rodzica po stracie czasem onieśmiela innych, najzwyczajniej przeraża. I chodź wiele osób mnie najzwyczajniej w świecie zawiodło, to jestem w stanie zrozumieć ich reakcję, chociażby dlatego, że kierował ich strach, byli po prostu bezradni. Mam też koleżankę Magdę, która kiedyś była moją najlepszą przyjaciółką a jakieś 2 lata temu poróżniła nas jedna głupia kłótnia, ja wyjechałam do Anglii i kontakt się urwał. Magda była jedną z osób, która pierwsza do mnie zadzwoniła. Pamiętam jak dziś ten telefon ”Cześć. Słyszałam, że jesteś w Polsce. Może masz ochotę się przejść?”. Mimo fatalnego stanu bo było to dzień, czy dwa po pogrzebie nie odmówiłam bo wiedziałam, że w rozmowie z nią odnajdę ukojenie. Pamiętam, że jak się spotkałyśmy przytuliła mnie z całych sił i rozmawiała ze mną o tym co się stało mimo tego, że bała się tej rozmowy. Tak naprawdę jest mi strasznie głupio bo dopiero w ogromie tragedii jaką była śmierć Filipa zaczęłyśmy znowu rozmawiać. Tak naprawdę mogłam wcześniej wyciągnąć do niej rękę skoro nasza kłótnia była wywołana jakąś totalną bzdurą. Ale ona pojawiła się wtedy kiedy tak bardzo jej potrzebowałam i za to jej strasznie dziękuję.

Żaden człowiek nie jest w stanie pogodzić się ze stratą bliskiej osoby w ciągu kilku dni,  tygodni, miesięcy. Potrzebny jest ogrom czasu oraz możliwość okazywania swojej rozpaczy, tęsknoty, cierpienia, a także głębokiego żalu. Wspominanie zmarłego dziecka, rozmawianie z nimi w myślach czy nawet głośno, a przede wszystkim nieskrywany płacz oraz dzielenie się swoimi uczuciami z innymi ludźmi pomaga pogodzić się ze stratą, nawet tak straszną jaką jest strata ukochanego dziecka, i znaleźć nowy sposób życia. Życia,które już nigdy nie będzie tak beztroskie i piękne jak wcześniej. Życie rodziców po stracie zawsze już będzie przepełnione tęsknotą i żalem, ale musimy znaleźć siłę by je przeżyć.

Rodzic, który stracił dziecko ma prawo przeżywać swój ból i cierpienie w sposób taki, na jaki mu pozwala jego umysł, serce, ciało czy też dusza. Mamy prawo do przeżywania żałoby, która ma dla nas szczególny wymiar tak jak nam się to żywnie podoba.

Osobiście chciałabym znaleźć w sobie siłę,taką która pozwoliłaby mi zaakceptować to co mam, to co jest teraz.  Nie zastanawiać się stale ‚co by było gdyby’, czy też ‚co mogłoby być’ ‚albo co będzie kiedyś’. Chciałabym znaleźć chodź odrobinkę szczęścia w tym co jest tu i teraz. Chciałabym wierzyć w to, że będzie dobrze, że kiedyś jeszcze usłyszę płacz dziecka przy porodzie, że kiedyś moje dziecko powie do mnie ‚mamo’, że będę mogła dać mu wszystko to, co mam najcenniejsze i najpiękniejsze. Filip zawsze będzie dla mnie najważniejszy i najbliższy mojemu sercu i to nie podlega żadnym wątpliwością. Tak bardzo Go Kocham, miłością matki, której zabrane zostały najpiękniejsze chwile życia, najcenniejsze co miała i co mogła mieć. Mam wielką nadzieję, że kiedyś i w naszym życiu zaświeci słońce. Chciałabym. Tak bardzo bym chciała.

 

Kocham Cię Mój Syneczku…

Tak bardzo kocham…

Mama,

Opublikowano bezsens, ludzkie gadanie, przyjaciel, strata dziecka, tęsknota, wsparcie | 3 komentarzy

kolejna 14.

To już pięć miesięcy.

Im więcej czasu upływa tym bardziej mam dość. Nie zmienia się nic. Kompletnie nic. Kompletnie nie radzę sobie z obecną sytuacją. Nie ma już wsparcia jakie było kiedyś. Bynajmniej tego nie czuję. Chcą żebym była taka jak dawniej, żebym przestała płakać… Tylko jak?! Nie da się zapomnieć, wymazać z pamięci tamtego dnia. Dnia, w którym straciłam wszystko…

Za wszelką cenę staram się ocalić pamięć o moim dziecku. Tak bardzo chcę żeby mimo wszystko był obecny. Bo mam wrażenie, że on istnieje tylko dla mnie. Gadam do figurek aniołków, robię tysiące innych dziwnych rzeczy, tak jakby to coś miało zmienić. Najgorsza jest ta cholerna świadomość, że już nic nie zmienię. Nigdy. Nigdy nie będę Go mieć z powrotem chodź bym nie wiadomo jak bardzo tego chciała. Mój ukochany, wymarzony Synek…

Pustka. Ta cholerna pustka zapanowała nam moim życiem, nad moją codziennością. Z każdym dniem mam coraz większe poczucie winy. Coraz bardziej nie mogę na siebie patrzeć. Nienawiść?  Nie rozumiem nic. Dlaczego moje ciało zawiodło? Dlaczego ta pieprzona szyjka nie wytrzymała? Dlaczego zabrałeś mi moje dziecko Boże? Dlaczego na tym podłym świecie jest tyle nieszczęść ludzkich, tyle cierpienia, chorób, nienawiści? Dlaczego tylu rodziców swoją miłość do dzieci przejawia przemocą i nienawiścią? Dlaczego ‚pseudo’ rodzice zabijają swoje dzieci? A ktoś kto tak bardzo kocha i dałby temu dziecku wszystko co ma najcenniejsze i najpiękniejsze najzwyczajniej Je traci…Dlaczego na to pozwalasz Boże? Taka właśnie jest sprawiedliwość tego świata… Cholerna sprawiedliwość… Sprawiedliwość, której piętno noszę na sobie każdego dnia… I ciągle zadaję sobie jedno, jedyne pytanie… „Dlaczego ja?”

 

Filipku- tęsknię ;( <3

Kocham Cię Syneczku.

Mama,

Opublikowano bezsens, kolejny miesiąc, ludzkie gadanie, strata dziecka, tęsknota, wiara, wsparcie | 1 komentarz